piątek, 4 sierpnia 2017

RECENZJA: „Dziewczyna z sąsiedztwa” Jack Ketchum


Jack Ketchum uważany jest za jednego z najlepszych autorów powieści grozy. Amerykański autor słynie z bezkompromisowości, a jego książki pełne są przemocy i brutalności. Postanowiłam zapoznać się z jedną z jego powieści i na własnej skórze przekonać się o fenomenie Ketchuma.






Tytuł: Dziewczyna z sąsiedztwa
Wydawnictwo: Papierowy księżyc
Liczba stron: 380
Data wydania: 09.03.2016r.
Kategoria: horror


”Przedmieścia. Ciemne ulice, przystrzyżone trawniki i przytulne domy. Miła, spokojna okolica. Jednak nie dla nastoletniej Meg i jej kalekiej siostry Susan. W domu Chandlerów, przy ślepej uliczce, w ciemniej, zawilgoconej piwnicy, Meg i Susan zdane są na łaskę kapryśnej i cierpiącej na ataki szału ciotki Ruth, którą szybko ogarnia szaleństwo. Szaleństwo, którym zaraża swoich trzech synów oraz całą okolicę. Jedynie jeden zatroskany chłopiec spróbuje oprzeć się złu zarażającemu niewinne umysły. Musi podjąć bardzo dorosłą decyzję i wybrać między miłością i współczuciem, a pożądaniem i złem... Którą drogę wybierze?„

Na początek kilka słów o wstępie Stephena Kinga. Czytając go, z każdym kolejnym zdaniem miałam wrażenie, że za chwilę dowiem się, jakie jest zakończenie książki. Dlatego też jego lekturę pozostawiłam sobie na koniec, co okazało się słusznym rozwiązaniem.

Dziewczyna z sąsiedztwa zachęciła mnie przede wszystkim bardzo pozytywnymi opiniami. O autorze słyszałam już wiele i nie mogłam się doczekać, aż zapoznam się z jego twórczością. 
Opis książki zapowiada ciekawą i mroczną lekturę, liczyłam na spora dawkę grozy. Co otrzymałam?

Początek kojarzy się z typową powieścią obyczajową. Jest miasteczko, są rodziny z dziećmi, które znajdują sobie różne sposoby na zabicie nudy w czasie wakacji. W środku tego szczęśliwego miasteczka znajduje się dom, w którym na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku...

Narratorem książki jest główny bohater, biorący udział w drastycznych wydarzeniach. Obserwujemy, jak jego nastawienie do całej sytuacji zmieniało się z upływem kolejnych dni i lat. Jeżeli chodzi o inne postaci - nie wiemy o nich zbyt wiele, ale poznajemy niektóre ich cechy (głównie te negatywne), ujawniające się na kartach książki.

Wszystkie wydarzenia rozgrywają się na niewielkim obszarze, głównie w jednym domu. J. Ketchum nie zamieścił żadnych informacji o bohaterach, którzy nie mieli wpływu na przebieg akcji, więc ich łączne grono jest dość małe.

Mimo małej przestrzeni i zaledwie kilkunastu postaci, czyta się szybko i płynnie, a napięcie nie opada aż do ostatniej strony. Język, jakim posługuje się autor bardzo przypadł mi do gustu - prosty, i łatwy w odbiorze, i może właśnie to sprawia, że makabryczność zdarzeń bardziej trafia do czytelnika.

O tej książce nie da się napisać dużo. Czy przeraża? Mnie nie. Jedyne uczucia towarzyszące mi podczas lektury to współczucie i odraza. Jest to taki typ horroru, w którym nie znajdziemy potworów, duchów czy zjawisk paranormalnych. To opowieść o tym, jaką bestią może być człowiek i co jest zdolny zrobić drugiej osobie. Muszę przyznać, że sam fakt, co działo się w jednym domu może być nieco straszne, ale taki typ horroru nie wywołuje we mnie typowego przerażenia.

Dziewczyna z sąsiedztwa zaostrzyła we mnie apetyt na kolejne książki J. Ketchuma, ale jednocześnie trochę mnie zawiodła ze względu na wcześniej wspomnianą grozę. Jest to jednak wartościowa opowieść o tym, że najstraszniejszym potworem jest człowiek, a w dodatku człowiek, mający do swej dyspozycji dzieci, którymi z łatwością manipuluje. Polecam.



Moja ocena:
7/10





1 komentarz: