Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 sierpnia 2017

RECENZJA: „Dziewczyna z sąsiedztwa” Jack Ketchum


Jack Ketchum uważany jest za jednego z najlepszych autorów powieści grozy. Amerykański autor słynie z bezkompromisowości, a jego książki pełne są przemocy i brutalności. Postanowiłam zapoznać się z jedną z jego powieści i na własnej skórze przekonać się o fenomenie Ketchuma.






Tytuł: Dziewczyna z sąsiedztwa
Wydawnictwo: Papierowy księżyc
Liczba stron: 380
Data wydania: 09.03.2016r.
Kategoria: horror


”Przedmieścia. Ciemne ulice, przystrzyżone trawniki i przytulne domy. Miła, spokojna okolica. Jednak nie dla nastoletniej Meg i jej kalekiej siostry Susan. W domu Chandlerów, przy ślepej uliczce, w ciemniej, zawilgoconej piwnicy, Meg i Susan zdane są na łaskę kapryśnej i cierpiącej na ataki szału ciotki Ruth, którą szybko ogarnia szaleństwo. Szaleństwo, którym zaraża swoich trzech synów oraz całą okolicę. Jedynie jeden zatroskany chłopiec spróbuje oprzeć się złu zarażającemu niewinne umysły. Musi podjąć bardzo dorosłą decyzję i wybrać między miłością i współczuciem, a pożądaniem i złem... Którą drogę wybierze?„

Na początek kilka słów o wstępie Stephena Kinga. Czytając go, z każdym kolejnym zdaniem miałam wrażenie, że za chwilę dowiem się, jakie jest zakończenie książki. Dlatego też jego lekturę pozostawiłam sobie na koniec, co okazało się słusznym rozwiązaniem.

Dziewczyna z sąsiedztwa zachęciła mnie przede wszystkim bardzo pozytywnymi opiniami. O autorze słyszałam już wiele i nie mogłam się doczekać, aż zapoznam się z jego twórczością. 
Opis książki zapowiada ciekawą i mroczną lekturę, liczyłam na spora dawkę grozy. Co otrzymałam?

Początek kojarzy się z typową powieścią obyczajową. Jest miasteczko, są rodziny z dziećmi, które znajdują sobie różne sposoby na zabicie nudy w czasie wakacji. W środku tego szczęśliwego miasteczka znajduje się dom, w którym na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku...

Narratorem książki jest główny bohater, biorący udział w drastycznych wydarzeniach. Obserwujemy, jak jego nastawienie do całej sytuacji zmieniało się z upływem kolejnych dni i lat. Jeżeli chodzi o inne postaci - nie wiemy o nich zbyt wiele, ale poznajemy niektóre ich cechy (głównie te negatywne), ujawniające się na kartach książki.

Wszystkie wydarzenia rozgrywają się na niewielkim obszarze, głównie w jednym domu. J. Ketchum nie zamieścił żadnych informacji o bohaterach, którzy nie mieli wpływu na przebieg akcji, więc ich łączne grono jest dość małe.

Mimo małej przestrzeni i zaledwie kilkunastu postaci, czyta się szybko i płynnie, a napięcie nie opada aż do ostatniej strony. Język, jakim posługuje się autor bardzo przypadł mi do gustu - prosty, i łatwy w odbiorze, i może właśnie to sprawia, że makabryczność zdarzeń bardziej trafia do czytelnika.

O tej książce nie da się napisać dużo. Czy przeraża? Mnie nie. Jedyne uczucia towarzyszące mi podczas lektury to współczucie i odraza. Jest to taki typ horroru, w którym nie znajdziemy potworów, duchów czy zjawisk paranormalnych. To opowieść o tym, jaką bestią może być człowiek i co jest zdolny zrobić drugiej osobie. Muszę przyznać, że sam fakt, co działo się w jednym domu może być nieco straszne, ale taki typ horroru nie wywołuje we mnie typowego przerażenia.

Dziewczyna z sąsiedztwa zaostrzyła we mnie apetyt na kolejne książki J. Ketchuma, ale jednocześnie trochę mnie zawiodła ze względu na wcześniej wspomnianą grozę. Jest to jednak wartościowa opowieść o tym, że najstraszniejszym potworem jest człowiek, a w dodatku człowiek, mający do swej dyspozycji dzieci, którymi z łatwością manipuluje. Polecam.



Moja ocena:
7/10





środa, 19 lipca 2017

RECENZJA: „Gałęziste” Artur Urbanowicz


Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, co możecie spotkać podczas wędrówki po lesie? Co gorsza, wędrówki, która zdaje się nie mieć końca? Natura skrywa różne mroczne tajemnice, ale które z nich są prawdą, a które jedynie wytworem naszej wyobraźni?






Tytuł: Gałęziste
Autor: Artur Urbanowicz
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 462
Kategoria: thriller



Nie wierz w nic, co widzisz, słyszysz... i w co do tej pory wierzyłeś...
Jest taki dom, w którym nie chciałbyś spędzić nocy. Z jakiegoś powodu ciemność w nim jest inna. Jeszcze bardziej złowroga niż gdziekolwiek indziej...

Jest takie jezioro, w którym mieszkają nieumarli. Ich przewaga nad Tobą jest prosta – oni nie potrzebują nabierać powietrza...

Jest taki demon, o istnieniu którego wolałbyś nie wiedzieć. Niematerialne uosobienie zła, przed którym nie sposób uciec...

Jest takie miejsce, w którym mieści się ten dom. Miejsce, w sercu którego kryje się też to jezioro i w którym ten demon był od zawsze. To las. Las, w którym za nic w świecie nie chciałbyś się zgubić. Gdy już raz do niego wejdziesz, nie pozwoli Ci wyjść...

Jest taka historia, której nie chciałbyś poznać. Opowieść, która Cię zaintryguje, zaskoczy i przerazi do szpiku kości. Thriller na baśniowych ziemiach Suwalszczyzny.

Odważysz się? 




Wyprawę na Suwalszczyznę odbywamy wraz z Karoliną i Tomkiem, którzy decydują się spędzić Wielkanoc z dala od rodzinnych stron, by odbudować swój związek. Niestety, już od początku podróży napotykają na drodze problemy, a w efekcie trafiają do małej wioski zwanej Białodęby, położonej w samym środku gęstego lasu...

Od samego początku wyczuwalne jest napięcie związane z niepokojącymi wydarzeniami mającymi miejsce na Suwalszczyźnie. Jest to jedna z największych zalet tej powieści: przez znaczną jej część coś się dzieje. Oczywiście, bywały momenty, gdy akcja zwalniała, lecz nie było ich na tyle dużo, by zanudzić czytelnika. Autor wykazuje się tu świetnym wyczuciem jeżeli chodzi o stopniowanie napięcia i trzymanie czytelnika w niepewności aż do ostatniej chwili.

Autorowi udało się przelać grozę na papier w taki sposób, by nie straciła ona na wartości. Głównym jej źródłem jest las oraz zachodzące w nim zjawiska. To, co znajduje się w środku jest ucieleśnieniem ludzkich lęków, a co gorsza, doprowadzającym do obłędu i przerażającym do szpiku kości. Każdy, u kogo jakikolwiek element lasu budzi niepokój, odnajdzie w tej powieści coś, co nie pozwoli mu zasnąć przez długie godziny.

Bohaterowie książki - Karolina i Tomek to zwykli ludzie, tacy jak my - czytelnicy. Dodatkowo, akcja osadzona jest na terenie naszego kraju. Sprawia to, że rozgrywające się tam wydarzenia są jeszcze bardziej przerażające, bo zdają się być realne, mogące dotyczyć każdego z nas...


 To miejsce to gniew. Gniew jest tym miejscem.


Muszę przyznać, że „Gałęziste” zrobiło na mnie duże wrażenie pod względem wszelkich opisów przyrody, a także krótkich wstawek dotyczących historii miejsc i budowli, które zwiedzali Karolina i Tomek. Tu znów podkreślić muszę wyczucie autora, ale tym razem -  co do długości owych opisów:  są one nie na tyle długie, by zniechęcić, ale zawierające podstawowe informacje o danym miejscu, mieszczące się w kilku zdaniach.

Przeczytałam wiele pozytywnych opinii, dotyczących debiutanckiej powieści Artura Urbanowicza, więc spodziewałam się, że wywoła ona u mnie lekki dreszczyk emocji, ale to, co otrzymałam, przewyższyło moje oczekiwania. Zagrożenia, czyhające w lesie i nie tylko, wielokrotnie wzbudziły we mnie strach i sprawiały, że musiałam przerwać czytanie na kilka chwil. Może wydaje się to nieco "przesadzone" i wyolbrzymione, a nawet śmieszne, również i ja czuję się nietypowo, pisząc o książce w ten sposób, ale przeraziła mnie ona do tego stopnia, że czytałam ją tylko wtedy, gdy było jasno.


Tak jak celem każdego zwykłego demona jest zniszczenie człowieka od środka, które rozpoczyna, wchodząc w niego i żerując na nim niczym pasożyt, tak temu uda się to w zupełnie inny sposób.


Ważną część książki stanowią elementy mitologii słowiańskiej. To właśnie one dodają całości mrocznego charakteru, znajdując przełożenie w rzeczywistości. Wszelkie legendy, mity i tajemnicze rytuały, w połączeniu z nieograniczoną mocą lasu nie dawały mi spać po nocach.

Za minus tej powieści mogę uznać niektóre dialogi oraz zachowania bohaterów, które zdawały mi się nienaturalne i nieautentyczne. Kilka kwestii pozostało też niewyjaśnionych, ale równie dobrze mogło to być moje małe niedopatrzenie.

Jak już pisałam wcześniej, akcja toczy się tu w dosyć szybkim tempie, ale kilka momentów było zauważalnie przydługich, jednak nie na tyle, by mówić tu o utracie zainteresowania fabułą.

Podsumowując, debiutancka powieść Artura Urbanowicza przewyższyła moje oczekiwania i sprawiła że doznałam pozytywnego zaskoczenia - poprzez uprzednie przerażenie. Muszę także wspomnieć o zakończeniu, którego się nie spodziewałam, i które wprawiło mnie w niemałe osłupienie. Polecam każdemu, kto ma ochotę na wciągającą i przerażającą lekturę obnażającą ludzkie lęki i słabości. 
Teraz już sama nie wiem, czy w tym roku wybiorę się do lasu na kurki...


Moja ocena:
8/10 

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi.



środa, 28 czerwca 2017

Jak bardzo przerażające jest „To" Stephena Kinga?




Strach przed klownami wraz z upływem lat nieco się zatarł. Powrócił jednak, i to ze zdwojoną siłą, po przeczytaniu książki Kinga, uważanej za jeden z najbardziej przerażających horrorów mistrza gatunku. Jeśli myślicie, że nic nie może was przestraszyć, przeczytajcie To.




Tytuł: To
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 1104
Data wydania: 06.2014r. (1986)
Kategoria: horror


„Derry to małe miasto w stanie Main - nawiedzone miasto - w którym pewnego razu grupa dzieci spotkała TO. Większość z nich miała szczęście, uszła z życiem i wyjechała z Derry. Po dwudziestu latach TO znowu daje o sobie znać, a ci, którzy przeżyli, zostają wezwani do powrotu w rodzinne strony. Zapomniane strachy dzieciństwa powracają. Dzieci są już dorosłymi, ale muszą odnaleźć w sobie dziecięcą wiarę, lojalność i odwagę by skutecznie stawić mu czoła."


Opis stanowi jedynie ułamek tego, co możemy w tej książce znaleźć. Zacznę może od tego, że czytając tak obszerną pozycję, nie możemy liczyć na ciągły rozwój akcji. I to właśnie, według mnie, stanowi niewielki minus. Niestety momentami czułam, że książka po prostu przynudza, co jednak miało swoje zastosowanie w przyszłości. Za każdym razem, gdy miałam ochotę chwilę odpocząć od czytania, zdarzało się coś, co nie pozwalało się oderwać. Później znów nadchodził moment przestoju, i tak w kółko.

Budowanie napięcia w tej książce stoi na bardzo wysokim poziomie. Akcja zwalnia, po to żeby, zdawałoby się, wlec się w nieskończoność, a po chwili przyspiesza, powodując przy okazji dreszcze na całym ciele.

Oczywiście, jak już wcześniej wspomniałam, wiele jest tu momentów, przez które ciężko jest przebrnąć, ale naprawdę warto. Niemożliwa do spamiętania liczba nazwisk, miejsc i drobnych, nic nie znaczących szczegółów, które jednak na końcu okazują się mieć pewne powiązania pomiędzy sobą.

Przyjemność podczas czytania sprawiało mi przede wszystkim poznawanie głównych bohaterów i „dorastanie" wraz z nimi, a to stanowiło zdecydowaną większość książki. Jeśli chodzi o tytułowe To, czuję lekki niedosyt. Co prawda, było przerażające, ale po tylu świetnych opiniach spodziewałam się czegoś więcej - czegoś, co już nigdy nie pozwoli mi zwyczajnie spojrzeć na klowna.



 I choć wydaje ci się, że było źle i jest źle, nie oszukuj się - może być jeszcze gorzej.


King funduje nam, oprócz dawki horroru, bardzo obszerną retrospekcję, przeplatając przeszłość z teraźniejszością. Dzięki temu wiemy, co spotkało bohaterów w dzieciństwie i co jest motywem ich działań w dorosłości. 

Autor porusza wiele kwestii związanych z dojrzewaniem i zmianami, jakie zachodzą w człowieku pod wpływem tego procesu, ale podkreśla również, że lęki z dzieciństwa mają wpływ na dalsze życie i potrafią powracać z podwójną siłą. Główni bohaterowie muszą przezwyciężyć strach, aby skończyć to, czego podjęli się kilkanaście lat wcześniej.


Dzieckiem nie przestawało się być być w jednej chwili przy wtórze huku, jak gdyby pękł balon. Dzieciństwo wyciekało z ciebie jak powietrze z dziurawej opony.


Czytałam tę książkę ponad 2 tygodnie, była ze mną w wielu miejscach i przez wiele godzin. Mimo licznych momentów, w których King, tradycyjnie, wprowadza niewiele znaczące i nużące historie, wciągnęła mnie. Muszę przyznać, że jest to jedna z najlepszych książek, jakie było mi dane czytać. Co prawda, oczekiwałam nieco więcej po pewnych elementach, ale za to zostałam pozytywnie zaskoczona innymi. Kończąc czytać czułam równocześnie radość i pustkę. Z jednej strony skończyłam tak obszerną książkę - prawdziwe wyzwanie, a z drugiej - była ze mną tak długo, że zdążyłam się do niej przyzwyczaić.

To dowodzi o genialności autora, jakim jest Stephen King. Znajdziemy tu wszystko, czego można się spodziewać po mistrzu horroru. Świetna dawka grozy i przygody, ale także niesamowita opowieść o przyjaźni, cierpieniu i przemijaniu. Polecam każdemu fanowi Kinga, ale też osobom, które szukają w książkach czegoś więcej niż tylko wspomnianej wcześniej grozy.


Moja ocena:
9/10



Już wkrótce w kinach pojawi się ekranizacja tej powieści. Pierwsza adaptacja filmowa pochodzi z 1990 roku, a rolę Tego zagrał w niej Tim Curry. Nowa wersja stawia poprzeczkę bardzo wysoko, a oczekiwania co do niej są wysokie. Premiera we wrześniu, w rolę Tego wcieli się Bill Skarsgard.


Znalezione obrazy dla zapytania it 2017








poniedziałek, 8 maja 2017

RECENZJA: „Firstlife. Pierwsze życie” Gena Showalter


Książka, która wpadła w moje ręce całkiem przypadkiem, okazała się świetną lekturą. Wciągająca powieść o życiu, które jest dopiero początkiem ludzkiej wędrówki. Zacznijmy jednak od kilku podstawowych informacji.




Tytuł: Firstlife. Pierwsze życie
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 432
Data wydania: 15.03.2017r.
Kategoria: fantasy/ literatura młodzieżowa


„Żyje się tylko raz? Nie w tym świecie, tutaj prawdziwe życie zaczyna się dopiero po śmierci. Jesteś pełnoletni? A więc pora zdecydować, czy będziesz wyznawać zasady Trojki, czy Miriady. Te dwie frakcje toczą zaciekłą walkę o dusze Niezwerbowanych i prawie nigdy nie grają czysto.
Tenley została naznaczona już w chwili narodzin. Jest obdarzona wielką mocą. I Trojka, i Miriada nie cofną się przed niczym, by ją przeciągnąć na swoją stronę. Wciąż nie zdecydowała, dokąd chce trafić po śmierci, a nie wie, że los przygotował dla niej kilka niemiłych niespodzianek. ”


Ten to nastolatka, która chce mieć władzę nad własnym życiem i samodzielnie podejmować wybory. Dlatego też nie poddaje się woli rodziców i pragnie wybrać frakcję (Trojkę lub Miriadę), która zaoferuje jej to, czego pragnie. Ku jej niezadowoleniu, obie mają pozytywne cechy, ale też wady, co uniemożliwia jej wybór. Ten więc pozostaje Niezwerbowana, czyli nie przynależy do żadnej z frakcji. Jest to jednak niebezpieczne, gdyż w przypadku przedwczesnej śmierci trafiłaby do krainy wiecznego cierpienia.


TROJKA

|Pierwsze życie przygotowuje grunt pod Drugie.|

Ważniejsze od tego, co wiesz i czujesz, jest to, co robisz|

|Możesz zmienić to, co widzisz bądź czujesz|




MIRIADA

|Strach utrzymuje cię przy życiu.
Strach przypomina ci, że żyjesz.|

|Bez końca nie ma nowego początku|

|Cel zawsze uświęca środki|





Trojka i Miriada od zawsze ze sobą walczą. Skutki ich potyczek odczuwane są na Ziemi w postaci różnorakich zjawisk atmosferycznych, np. trzęsień ziemi. Obie frakcje wysyłają również na naszą planetę dusze w ludzkich skorupach, które próbują nakłonić niezdecydowanych do zaprzysiężenia się jednej z nich.
Aby zdobyć poszczególne osoby, są w stanie poświęcić bardzo wiele i walczyć na (drugą) śmierć i życie.

Na początku czułam się trochę zdezorientowana ze względu na tajemniczą korespondencję „mailową", nie znałam jeszcze wtedy frakcji, ani nawet głównej bohaterki. Wiadomości pojawiają się kilka razy jako przerywnik pomiędzy tradycyjnymi rozdziałami.



Zaskoczyła mnie lekkość, z jaką napisana została ta książka. Przede wszystkim, nie wymaga od czytelnika dużego zaangażowania, co z jednej strony wpływa pozytywnie na przyjemność i płynność czytania, ale sprawia również, że treść fabuły łato zapomnieć po skończeniu lektury. 

Gena Showalter stworzyła powieść, łączącą po trochę wszystkiego, co literatura młodzieżowa powinna zawierać. Oprócz historii nastolatki, borykającej się z wyborem, który zadecyduje o jej drugim życiu, jest to opowieść o miłości, przyjaźni, ale także bólu, cierpieniu i zdradzie. Za wartką, zwrotną akcją kryją się smutne prawdy o ludziach i ich prawdziwej naturze. Wizja korzyści majątkowych lub jakichkolwiek innych może zawładnąć człowiekiem i sprawić, że odwróci się on od tego, co do tej pory uważał za najważniejsze. Główna bohaterka uczy się, że nie należy ufać nikomu.

Jedyne, co nie podobało mi się w Firstlife, to zauważalna powtarzalność i schematyczność oraz delikatna przesada jeśli chodzi o umiejętności i wytrzymałość "zwykłych" ludzi. Czasem autorka zbyt dowartościowywała bohaterów, co odbierało naturalność niektórym sytuacjom.

Tenley musi radzić sobie z wieloma problemami, a wybór frakcji z czasem staje się jednym z najmniej ważnych. Stawia czoła dylematom, które zmuszają ją do podjęcia decyzji, które mogą skrzywdzić innych, ale przede wszystkim także ją samą. Pomimo traumatycznych przeżyć nie poddaje się i walczy z całych sił, aby osiągnąć cel. 

Podsumowując, jest to lektura, która nie spowodowała rewolucji w moim życiu, ale zwróciła uwagę na pewne problemy, jednocześnie zamykając je w ciekawej, niespotykanej fabule. Przeczytałam z przyjemnością, a gdy kończyłam, żałowałam, że to tak szybko. Z chęcią przeczytałabym kolejną część o dalszych losach Ten.


Moja ocena:
9/10



poniedziałek, 1 maja 2017

RECENZJA: „Dom na wzgórzu” Peter James - najlepszy horror roku?




Dom na wzgórzu został uznany za najlepszą książkę roku 2016 w plebiscycie lubimyczytac.pl w kategorii „horror”. Dlatego też, w poszukiwaniu nowych , strasznych doznań, postanowiłam ją kupić i przekonać się, czy faktycznie aż tak przeraża.





Tytuł: Dom na wzgórzu
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 350
Data wydania: 13.04.2016r.
Kategoria: horror



Akcja książki rozgrywa się w Wielkiej Brytanii, w 2015 roku. Trzyosobowa rodzina wprowadza się do domu- rodzice: informatyk i prawniczka oraz ich 12-letnia córka. Są pewni, że przeprowadzka tu stanowi jedną z najlepszych decyzji ich życia. Wkrótce jednak przekonają się, że mieszkanie tu stanie się koszmarem. (Pełny opis: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/295748/dom-na-wzgorzu )

Książkę czyta się bardzo szybko i lekko - napisana jest prostym (czasem aż za bardzo) i współczesnym językiem. Jednak pewne sformułowania i schematy powtarzają się zbyt często i mogą być denerwujące. Dodatkowo dialogi prowadzone są w sposób dosyć nienaturalny, wręcz „sztywny”, a wątpię, by była to kwestia tłumaczenia. Rozmowa między ojcem a córką, którzy mają ze sobą dobre relacje, polega na prostych pytaniach i dziwnych, nienaturalnych odpowiedziach.

Klimat utrzymuje się stale na mrocznym poziomie, w każdym rozdziale pojawia się jakiś nowy, niepokojący szczegół, który dodatkowo go podsyca. Małe elementy, tworzące zgraną całość, budują obraz typowego nawiedzonego domu. Powstało już wiele powieści opartych na tym schemacie, więc ciężko jest stworzyć coś nowego. Mimo to wielokrotnie przechodziły mnie dreszcze, gdy czytałam o tajemniczych zjawiskach, które miały miejsce w Cold Hill.


Ale co, jeśli nasza percepcja jest błędna? Jeśli czas rozumiany linearnie to tylko wytwór naszego mózgu, pozwalający nam rozumieć, co się dzieje? Jeśli wszystko, co kiedykolwiek istniało, istnieje nadal... przeszłość, teraźniejszość, przyszłość... a my jesteśmy uwięzieni w malutkiej cząstce kontinuum czasoprzestrzennego? Może niekiedy zza uchylającej się zasłony docierają do nas przebłyski przeszłości lub przyszłości?


Bohaterowie zostali wykreowani w sposób prosty i niewymagający - wystarczający by odpowiednio uzupełnić historię. Czasem jednak irytowały mnie nawiązania do współczesnych mediów (Instagram), a także nieporadność głównych bohaterów. 

Fabuła wciąga mimo swej prostoty, ale wiele kwestii pozostaje niewyjąśnionych. Konstrukcja bardzo przypomniała mi dwie ksiązki Stephena Kinga: Cmętarz zwieżąt (recenzja tu) i Lśnienie - szczególnie w kwestiach związanych z domem, przeprowadzką, poznawaniem nowych sąsiadów, szaleństwem, a nawet kotami. 

Mam mieszane uczucia po przeczytaniu Domu na wzgórzu. Z jednej strony czytało się szybko i bardzo przyjemnie; autorowi niejednokrotnie udało się mnie przestraszyć (bardziej zaniepokoić), ale zaś z drugiej - fabuła nie była zbyt powalająca. We znaki dała się widoczna powtarzalność zarówno w zachowaniach bohaterów, jak i w zjawiskach paranormalnych.

Podsumowując, nie żałuję, że przeczytałam tę książkę, w ogólnym rozrachunku wypada u mnie całkiem nieźle. Uważam, że jest warta przeczytania, ale zapewne wkrótce zapomnę, o czym w ogóle była. Jest dobrą lekturą na jeden czy dwa wieczory, ale z pewnością nie zaliczę jej do powieści, która wywarła na mnie znaczący wpływ. 

Plusy:
- łatwy, współczesny język
- lekkość czytania
- stale utrzymujące się napięcie

Minusy:
- prostota fabuły 
- przewidywalność
- powtarzalność

Moja ocena:
7/10




czwartek, 16 marca 2017

RECENZJA: „Śpiący giganci” Sylvain Neuvel


Podobno książki nie ocenia się po okładce, ale to właśnie ona przyciągnęła moją uwagę w przypadku „Śpiących gigantów” i zachęciła do kupna bez zapoznawania się z opisem. Czy było warto?




Tytuł: Śpiący giganci
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron:384
Data wydania:09.11.2016r.
Kategoria:fantasy / science fiction


„Powieść na miarę „Jurassic Park”, „World War Z” i „Marsjanina”, po mistrzowsku łącząca elementy thrillera, fantastyki i powieści przygodowej. Kiedy pod jadącą rowerem Rose zapada się ziemia i dziewczynka ląduje na ogromnej metalowej dłoni, nikt nie podejrzewa, że to zwiastun wydarzeń, które pchną losy ludzkości na nowe tory. Siedemnaście lat później Rose realizuje swoje marzenie: trafia do zespołu, którego zadaniem jest rozwikłanie tajemnicy zagadkowego artefaktu. Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na całej planecie spod ziemi wyłaniają się ukryte przez tysiące lat, kolejne elementy kolosalnych posągów-robotów. Skąd się wzięły? Czemu miały lub mają służyć? Jaka rola przypadnie Rose w rozwikłaniu zagadki?”


Próbowałam kiedyś czytać „Marsjanina”, ale niespecjalnie przypadł mi do gustu, co zrodziło pewne obawy co do tej książki. Na wstępie warto wspomnieć, że jest ona napisana w formie wywiadów prowadzonych przez tajemniczą osobę, której tożsamość stanowi niewiadomą. Nie każdemu taka forma się spodoba, ale uważam, że autor całkiem nieźle sobie z nią poradził.

Całość, przypominająca akta, podzielona jest na wiele krótkich dokumentów, z których każdy stanowi odrębny element historii. O rozwoju wydarzeń dowiadujemy się z relacji bohaterów, którzy odpowiadają na pytania. Dzięki tym wypowiedziom poznajemy ich zdanie na temat danych wydarzeń, stanowisko w konkretnych sprawach, a także emocje, które nimi kierują.

Nie byłam zbytnio przekonana do formy wywiadu, ale historia okazała się wciągająca. Trudno tu jednak mówić o zawrotnym tempie czy zwrotach akcji. Czasem robiło się naprawdę ciekawie, ale brakowało mi dynamiki i wyraźnych punktów kulminacyjnych, które ożywiłyby całość.




Pomimo powolnego rozwoju wydarzeń, czytało się dość szybko i płynnie. Powieść napisana jest w sposób lekki, pojawia się też wiele elementów języka potocznego, które sprawiają, że rozmowy stają się bardziej realne.

Sam pomysł i treść są naprawdę ciekawe. Na początku wydawało mi się, że nie dowiem się zbyt dużo z odpowiedzi na pytania, ale okazało się, że dokładnie poznałam bohaterów, o których informacje pojawiały się w poszczególnych wypowiedziach. Wkrótce wiedziałam już bardzo wiele o tamtejszym świecie, sytuacji politycznej i projekcie, wokół którego skupia się powieść. Zdania ekspertów pomagają wytłumaczyć zjawiska fantastyczne mające miejsce na różnych kontynentach, ale jednocześnie pojawia się sporo haseł związanych z techniką, które nie zawsze były dla mnie zrozumiałe :D

Sam pomysł na tę powieść bardzo mi się spodobał, nigdy jeszcze nie czytałam czegoś podobnego, ale uważam, że w formie ciągłej lektura byłaby przyjemniejsza. Z drugiej strony, mogłoby to utrudnić poznanie zdania innych bohaterów na dany temat. Było to pierwsze moje spotkanie z taką formą. Odniosłam wrażenie, że gdzieś pomiędzy wszystkimi dokumentami i wywiadami autor utracił spójność, która stanowi bardzo ważny element. Jednak całościowo oceniam tę książkę pozytywnie, gdyż dostarczyła mi nowych wrażeń i jest stworzona w ciekawy, nietypowy sposób, gubiąc kilka elementów, ale równocześnie zachowując ogólną koncepcję powieści science fiction.

W SKRÓCIE:

Plusy:                                                                                                          
-ładna okładka
-ciekawa fabuła
-wydarzenia opisywane z perspektywy różnych bohaterów
-czyta się szybko i płynnie

Minusy:
-brak spójności
-trudność we „wkręceniu się w treść”


Moja ocena:
7/10

środa, 1 lutego 2017

RECENZJA: „Kostuszka” Carla Mori


Przemoc domowa to temat, który bardzo często poruszany jest w mediach. Agresja wśród dzieci wzbudza gniew i zmusza do zadania pytania: czy możemy cokolwiek zrobić wobec takiego zachowania? Najczęściej nie mamy nawet szansy usłyszeć, że za ścianą u sąsiada coś jest nie tak, jak być powinno. Dowodem na to jest sytuacja małej Konstancji, która, pomimo iż stanowi fikcję, mogłaby wydarzyć się naprawdę.





Tytuł: Kostuszka
Autor: Carla Mori
Wydawnictwo: Videograf S.A.
Ilość stron: 266
Data wydania: 19.07.2016r.
Kategoria: powieść grozy


„Brzostowscy wraz z ośmioletnią córką (Konstancją) wiodą spokojne i szczęśliwe życie na południu Anglii. Z dala od rodziny, z którą nie zawsze się dogadywali, snują plany i marzenia na długie, wspólne lata. Jednak któregoś dnia w ich domu pojawia się włamywacz, z zimną krwią mordując Annę. Jej mąż staje się głównym podejrzanym i wspólnie z opieką społeczną decyduje o przekazaniu tymczasowej pieczy nad dzieckiem babce i ciotce, zamieszkującym w Polsce. Dotknięta głęboką traumą dziewczynka, z dnia na dzień pozbawiona obojga rodziców, ląduje w obcym kraju, wśród obcych dla siebie ludzi. Jeśli wydaje Ci się, że najgorszym dziecięcym koszmarem jest utrata rodziców, spróbuj sobie wyobrazić, co czuje, kiedy najbliżsi mu ludzie okazują się również najbardziej okrutni. Czasami jedynym schronieniem przed bólem bywa miejsce mroczne i niepokojące. Miejsce, w którym można dowiedzieć się zaskakującej prawdy o sobie…”


Carla Mori stworzyła powieść poruszającą do głębi, ale czy straszną?

„Kostuszka” to wstrząsająca historia dziewczynki, która z dnia na dzień traci wszystko, co kochała i musi zmierzyć się z brutalną, rzeczywistością. Wydarzenia mające miejsce w częstochowskim mieszkaniu przyprawiają o dreszcze, a czasem po prostu przerażają. Metody „wychowawcze” stosowane przez babcię i ciotkę mrożą krew w żyłach i sprawiają, że w czytelniku wzbiera uczucie gniewu, ale równocześnie współczucia. Staruszka - apodyktyczna, zaborcza, nie znosząca sprzeciwu dewotka, mieszkaniec jednego ze zwykłych osiedlowych bloków, jednak w oczach innych - miła, dobra i godna szacunku starsza pani. To ona, stosując drastyczne metody i postępując wbrew zasadom, które sama głosi, zgotowała swojej córce- a potem wnuczce, piekło na ziemi.


Trwali tak, jak woskowe lalki. On - wyprany z emocji, wyniszczony przez lata udręki, złamany i beznadziejny. Ona - zimna jak lód, dewotka i socjopatka.


Autorka świetnie kieruje emocjami czytelnika, ale robi to z rozwagą, odpowiednio rozmieszczając elementy napięcia w fabule książki. Podobało mi się, że wszystko to nie przekracza granicy dobrego smaku. Całość tworzy swego rodzaju układankę, z której każdy segment, czyli poszczególny detal powieści jest odmienny, ale razem tworzą zgrany całokształt. Trochę grozy (w postaci przemocy wobec dzieci), okrucieństwa i niepokoju, ale także mitologii słowiańskiej i tajemniczych stworzeń, a to wszystko osadzone we współczesności.

Dzięki Carli Mori można chociaż w pewnym stopniu wyobrazić sobie, co czuje dziecko postawione obliczu tragedii rodzinnej  i nieludzkiego wręcz traktowania. W książce możemy znaleźć wiele dowodów na to, że wydarzenia z dzieciństwa odciskają na człowieku głębokie piętno i mają wpływ na jego dorosłe życie.

Warzyła myszka kaszkę, warzyła,
Dzieci swoje karmiła.
Temu dała na miseczce,
Temu dała na łyżeczce,
Temu dała na spodeczku,
Temu dała w garnuszeczku,
A temu łebek ukręciła
I do komórki się skryła
Ta rymowanka, z pozoru zwykła i niewinna, budzi niepokój i zapada w pamięć.

Sytuacja, w której znalazła się Konstancja, a wcześniej jej matka, jest o tyle niepokojąca, że uświadamia o możliwości przebywania oprawcy wśród nas. Takie sytuacje zdarzają się w prawdziwym życiu, a my możemy mieć z nimi bezpośrednio do czynienia. Autorka, tworząc mrożącą krew w żyłach historię z elementami fantastycznymi, ukazała problem, który jest i prawdopodobnie jeszcze przez bardzo długi czas będzie aktualny.

Pod względem ludzkiego cierpienia i samotności ta książka zrobiła na mnie spore wrażenie, jednak brakowało mi elementów typowej powieści grozy. Co prawda, przemoc i zachowanie wobec Konstancji przeraża, ale spodziewałam się trochę większej ilości strachu i napięcia. Odniosłam też wrażenie, że niektóre schematy i sformułowania powtarzają się czasem zbyt często. Co prawda nie było to bardzo rażące, ale zauważalne.

Podsumowując, „Kostuszka” jako powieść o bólu, stracie, przemocy i cierpieniu stanowi bardzo dobrą lekturę. Dla miłośników typowego horroru może wydać się nieco nużąca, a nawet nudna, ale nie sposób, by nie poruszyła czytelnika aż do głębi. Warto też wspomnieć o przystępnym i wyrafinowanym języku, którego użyła autorka i odpowiednim dopasowaniu się do stylu w zależności od sytuacji. Zakończenie pozostawiło mnie z uczuciem lekkiego niepokoju i zdezorientowania, budząc wiele wątpliwości i pytań, które zrodziły się w mojej głowie tuż po przeczytaniu. Gdy poznacie historię Kostuszki, spojrzycie na swoich sąsiadów pod innym kątem...



Moja ocena:
7/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję:



wtorek, 17 stycznia 2017

NAJLEPSZA KSIĄŻKA 2016 ROKU: „Pielgrzym” Terry Hayes - recenzja


Dziś opowiem wam o książce, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Pielgrzym Terry'ego Hayesa to najlepsza pozycja, jaką udało mi się przeczytać w 2016 roku, a nawet w całym moim życiu. Mimo, że jej premiera miała miejsce w 2014 roku, usłyszałam o niej dopiero niedawno i zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami postanowiłam przeczytać.



Tytuł: Pielgrzym
Autor: Terry Hayes
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 768
Data wydania: 03.06.2014r.
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał


"Pielgrzym" to kryptonim człowieka, który oficjalnie nie istnieje. Dawniej dowodził tajnym wydziałem wewnętrznym amerykańskiego wywiadu. Zanim wycofał się ze służby i zniknął, zawarł swe zawodowe doświadczenie w niezrównanej książce na temat technik śledczych. Nie przewidział jednak, że posłuży ona jako podręcznik mordercy...
Młoda kobieta zamordowana w podrzędnym hotelu na Manhattanie.
Mężczyzna publicznie ścięty w Arabii Saudyjskiej.
Oczy skradzione żywemu człowiekowi pracującemu w tajnym syryjskim laboratorium badawczym.
Dymiące ludzkie szczątki na zboczu góry w Hindukuszu.
Spisek, którego sednem jest przerażająca zbrodnia przeciwko ludzkości.
Jedna nić, która łączy wszystkie te sprawy.
Jeden człowiek, który podejmie wyzwanie.
Pielgrzym."


Akcja książki rozgrywa się w wielu miejscach na świecie, przemieszczając się pomiędzy nimi w bardzo szybkim tempie. Raz jest to Arabia Saudyjska, innym razem- USA, a jeszcze później- Paryż. Autor nieustannie balansuje między przeszłością i teraźniejszością, niejednokrotnie wykraczając w przyszłość, jednak robi to w uporządkowany sposób tak, że wszystko wydaje się być na swoim miejscu.

Świetne rozmieszczenie wydarzeń w odpowiednim miejscu i czasie to nie wszystko. To, co zwróciło moją uwagę, to dopracowani pod każdym względem bohaterowie. Warto dodać, że jednym z nich jest sam narrator- człowiek o wielu tożsamościach, które przyjął, by móc w pełni poświęcić się swojej pracy.

Pamiętałem, że muszę wcześnie wstać. Zanim dotarłem do łóżka, żyłem już na innej planecie, bo świat nie zmienia się na naszych oczach - zmienia się za naszymi plecami.

W Pielgrzymie poznajemy mrożącą krew w żyłach historię „Saracena”, który rzetelnie i konsekwentnie wprowadza swój niebezpieczny plan w życie. Każdy szczegół ma tu wielkie znaczenie i ogromny wpływ na rozwój wydarzeń.

Precyzja autora widoczna jest tu w każdym zdaniu. Opisy miejsc, osób i zdarzeń są tak dokładne, że można ujrzeć gotowy obraz w wyobraźni. Wiele uwagi poświęcił on detalom, będącym na pierwszy rzut oka mało istotnymi, ale to właśnie one stanowią element, bez którego ta powieść nie byłaby tak dobra.

Dzięki Hayesowi dowiedziałam się wiele na temat amerykańskiego wywiadu i tajnych służb, działających dyskretnie, nie wzbudzając niczyjej niepewności. Szczególnie interesujące były opisy działań, z którymi spotkałam się po raz pierwszy i które doprowadzały agentów do odpowiednich miejsc i osób.

Nasi ludzie po prostu musieli tacy być, skoro mieli tropić przestępców wśród najlepszych tajnych operatorów na świecie. Lata szkolenia nauczyły naszych przeciwników kłamać i stosować uniki; żegnać się bez pozostawiania śladów; przykładać rękę do wszystkiego i nigdzie nie zostawiać odcisków palców.

Lektura Pielgrzyma uświadomiła mi, że zagrożenie może czaić się na każdym kroku i pojawić się w każdym momencie. Jeden człowiek może sprawić, że cały świat zanurzy się w cieniu przerażenia i wyczekiwania. Ten właśnie człowiek postawi w stan gotowości służby na całym świecie, ale czy uda mu się je przechytrzyć?

Pomimo swojej objętości, książka pochłonęła mnie od pierwszej strony i od tej pory nie pozwalała się od siebie oderwać. Cieszę się, że przeczytałam ją akurat podczas Świąt, gdy miałam więcej wolnego czasu. Gdy już ją otwierałam, zamykałam dopiero po długich godzinach.

Terry Hayes zapewnił mi chwile świetnej rozrywki. Zachwyt nad tą powieścią rósł z każdą stroną. Moje serce skradły przede wszystkim: szczegóły, wymagające sporej wiedzy oraz sam pomysł na rozwój wydarzeń. Śledziłam je z niepokojem, kibicując bohaterom, by udało im się pokonać z pozoru niewielkie zagrożenie. Jednocześnie chciałam wiedzieć, jak wszystko się skończy, a z drugiej strony - miałam ochotę czytać tę książkę w nieskończoność. Bez wątpienia jest to najlepsza pozycja, jaką przeczytałam w 2016 roku.  Serdecznie polecam.


Moja ocena:
10/10

Na amazonie pojawiła się już kolejna książka Terry'ego Hayesa, która swoją premierę będzie mieć w lipcu 2017. Minie jednak trochę czasu, zanim ukaże się ona w Polsce. Już nie mogę się doczekać !


 

piątek, 6 stycznia 2017

RECENZJA: „Alazza” Cezary Czyżewski



Opowieść z wątkiem kryminalnym rozgrywająca się na terenie Bydgoszczy. Opowieść o siłach, z którymi czasem nie warto zadzierać. Opowieść zawierająca elementy sensacji, fantasy i horroru, ale także potrafiąca rozbawić. To właśnie „Alazza” Cezarego Czyżewskiego.




Tytuł: Alazza
Autor: Cezary Czyżewski
Liczba stron: 261
Data wydania: 11.2016r.


„Tadeusz Siekierski, fizyk, zostaje wciągnięty przez swojego kolegę policjanta w sprawę z pozoru czysto kryminalną - zabójstwo mężczyzny na jednym z bydgoskich osiedli. Historia zaczyna się komplikować, gdy okazuje się, iż sprawca niekoniecznie jest człowiekiem. Trzeźwo myślący Siekierski przekonuje się, że otaczający go świat to nie tylko dająca się potwierdzić naukowo fizyka.
Opowieść pełna tajemnic, sił potężniejszych niż ludzkość i magii, czającej się w zaułkach Bydgoszczy.”


Opis książki brzmi bardzo zachęcająco i po przeczytaniu wiedziałam, że będzie ciekawie i tajemniczo. Historia wciąga już od pierwszych stron. Po krótkim rozpoznaniu sytuacji głównego bohatera, wtajemniczamy się w sprawę morderstwa, która okazuje się być czymś innym niż zwykłym zabójstwem. Z czasem sprawy przybrały taki obrót, którego całkowicie się nie spodziewałam. 

Moją uwagę w szczególności przykuł sposób, w jaki zostały przedstawione pewne istoty, a także to, jak się porozumiewały. W jednym momencie zaskakiwały mnie ich umiejętności i moce, a w innym- to, jak bardzo mogą być podobne do człowieka. 

Czyta się szybko i przyjemnie. Pomiędzy momentami, w których akcja przyspiesza znaleźć można bogate opisy wszelkich rytuałów, dokonywanych w celu wezwania duchów. Momentami wydawały się one nieco za długie, ale zdecydowana ich większość wywierała na mnie pozytywne wrażenie i wyjaśniała szczegóły, dzięki którym łatwiej było zrozumieć dalszą treść.

Elementy magii i metafizyki bardzo mi się podobały, może dlatego, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką koncepcją, która przedstawia demony w sposób, jaki zrobił to autor. Jak już wcześniej wspomniałam, ich zachowania, często przypominające ludzkie, zaskoczyły mnie najbardziej.

Dialogi prowadzone są w sposób bardzo prosty, co daje poczucie naturalności, ma się wrażenie, jakby stało się obok i obserwowało daną sytuację. Łatwy język pozwala bez problemu zrozumieć treść i przebrnąć przez całą książkę w naprawdę szybkim tempie. Ze względu na niewielką objętość, niedługo po rozpoczęciu już trzeba kończyć.

Na kartach zaledwie 260 stron dzieje się dużo, co stanowi dla mnie duży plus. Szybka akcja, zwalniana jedynie przez owe opisy, utrzymuje tempo przez całą książkę.
 
Podsumowując, jest to powieść, którą polecam każdemu, kto chce przeczytać coś innego, odbiegającego od norm, ale również będącego ciekawą i zaskakującą lekturą. „Alazza” to pozycja idealna na chłodne wieczory!


Moja ocena:
8/10

Książkę możecie zamówić tutaj:
Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi.


sobota, 10 grudnia 2016

RECENZJA: „Droga do piekła” Przemysław Piotrowski


Z czym kojarzy się piekło? Wieczne męki i cierpienie, tortury i brak możliwości ucieczki? Droga do piekła przewyższy wasze najśmielsze oczekiwania i sprawi, że dotychczasowa wizja piekła stanie się jedynie kropelką w morzu grozy.




Tytuł: Droga do piekła
Autor: Przemysław Piotrowski
Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 384
Data wydania: 27.07.2016r.
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał


 „Były amerykański żołnierz John Pilar zostaje skazany na śmierć za zamordowanie swojej rodziny w wyjątkowo bestialski sposób. Kat wstrzykuje mu zabójczą mieszankę, ale to nie koniec jego podróży. Po drugiej stronie budzi go odrażająca woń siarki…
Jego młodszy brat Lukas, były nowojorski policjant, a dziś zapijaczony detektyw, nie wierzy w jego winę. Odkrywa, że naczelnik więzienia, w którym zginął brat, nie ma krystalicznie czystego sumienia. Razem z młodą dziennikarką Rose Parker rozpoczynają prywatne śledztwo i wpadają na trop mrocznego spisku. Z każdym dniem coraz bardziej zagłębiają się w matni pierwotnego zła, niewyobrażalnego okrucieństwa i zdziczałej przemocy. Czy oczyszczą Johna z zarzutów, czy może dokopią się do prawdy tak przerażającej, że nawet samo piekło wydaje się być jedynie drobną igraszką?
„Droga do piekła” zabierze Cię w otchłań zła, gdzie trupi odór i kwaśna woń śmierci są jedynie finezyjnym zaproszeniem do skrzętnie skrywanej, mrocznej tajemnicy ludzkości.”


Zaczynając Drogę do piekła spodziewałam się dobrej i mocnej lektury - takiej, która zaskoczy mnie czymś nowym i pozostanie w mojej pamięci na długo. Przemysław Piotrowski sprawił, że otrzymałam to i jeszcze więcej.

Akcja książki rozgrywa się w czasach bardzo nam bliskich- niedalekiej przyszłości. Świat stworzony przez autora na pierwszy rzut oka wydaje się być taki sam jak ten, który widujemy na co dzień. Napotykamy tu jednak osoby i miejsca, o których istnieniu nie mielibyśmy nawet pojęcia, a które mają znaczny wpływ na dzieje ludzkości. Odkrywamy mroczne strony sławy i biznesu, a najgorsi okazują się ci, o których opinia do tej pory była nieskazitelna.

Bo ludzie nigdy nie zwalczą swojej dzikiej natury. Kierują nami pierwotne żądze, czy tego chcemy, czy nie. Tak było, jest i będzie. Świat jest zepsuty do szpiku kości, żądny zła, pragnie krwi. Nie ma sensu z tym walczyć.


Drogę do piekła śmiało można nazwać książką brutalną i bezwzględną, momentami wręcz odrażającą, nie mającą żadnej litości dla czytelnika. Oprócz tego emocje zapewniają również momenty grozy, na które nie trudno jest się natknąć. Jednak jest coś w tej brutalności i bezpośredniości niestandardowego, coś, co trzyma w swych szponach i nie wypuszcza. To coś każe czytać dalej i nie przyjmuje argumentów dotyczących szkoły czy pracy.

Wielokrotnie podczas czytania otwierałam usta ze zdziwienia i niedowierzania. Duży plus stanowi odpowiednie budowanie napięcia, które regularnie wzrasta i obniża się, ale nie na tak długo, by zanudzić czytelnika. 

Autor pisze w sposób współczesny, ale nie nadużywa słów pochodzących z wszelakich slangów, co mnie osobiście po prostu drażni - za to kolejny plus. Język jest bardzo przystępny, nie przykuwa uwagi, pozwalając skupić się na wydarzeniach, a nie sposobie przekazania informacji. Nie znalazłam również błędów ortograficznych ani interpunkcyjnych.

Przez cały czas kibicowałam bohaterom w osiągnięciu celu, ale niektóre problemy rozwiązałabym inaczej. Czasem miałam ochotę po prostu powiedzieć im: „Nie róbcie tego”, albo „Nie wchodźcie tam!”, wielokrotnie też nie zgadzałam się z ich poglądami. Mimo to uważam, że autor wykreował postaci naprawdę rozsądnie, ukazał ich zarówno mocne, jak i słabe strony, które, ujawniając się, czasem prowadziły do nieszczęścia. Innymi słowy- byli to zwykli ludzie, którzy- tak jak my- mają swoje gorsze i lepsze dni.

Jedyne do czego „mogę się przyczepić” to poszczególne opisy, które czasem ciężko się czytało. Jak już wspomniałam, niektóre akapity były zdecydowanie za długie, ale w porównaniu do całości stanowi to naprawdę niewielką wadę.

Podsumowując, cieszę się, że mogłam przeczytać tę książkę - nie spodziewałam się czegoś tak dobrego. Miała wszystko, czego szukam w tego typu powieściach: wzbudzała strach i niepokój, nie zanudzała, a jej akcja rozwijała się szybko i bez zbędnego przeciągania. Z pewnością mogę uznać ją za wartościową, gdyż zmusiła mnie do rozważań nad ludzkim życiem, które jest kruche i nietrwałe. Nie była to kolejna publikacja, mająca na celu jedynie wystraszenie czytelnika, ale też wniesienie do jego życia czegoś więcej. Polecam :)


Moja ocena:
9/10
 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:



środa, 30 listopada 2016

RECENZJA: „Czerwień obłędu” Dawid Waszak


Szukacie książki, która nie powali was objętością, ale wciągnie i wywoła wiele emocji? Czerwień obłędu Dawida Waszaka to pozycja, która zadowoli fanów horroru, kryminału i sensacji. Przeniesie was w świat, w którym nie wiadomo, co jest złudzeniem, a co prawdą.


Znalezione obrazy dla zapytania czerwien obledu ksiazka

Tytuł: Czerwień obłędu
Autor: Dawid Waszak
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 175
Data wydania: 03.09.2015r.
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał


Dorian ma dom, pracę, kochającą rodzinę. Zdawałoby się, że jego życie jest idealne i było takie do czasu, gdy pojawiły się niespodziewane wizje, które znacząco na niego wpłynęły. Od tej chwili jest coraz gorzej, a w centrum znajduje się kobieta w czerwonej sukni. Jaką rolę odegra w historii Doriana? Czy uda mu się oszukać własne wizje? Tego dowiecie się, sięgając po powieść Dawida Waszaka.


Czerwień obłędu to książka napisana łatwym, przyjemnym i współczesnym językiem. Początek wydaje się całkiem zwyczajny. Czytamy o życiu bohatera, który opisuje je z własnej perspektywy. Poznajemy szczegóły jego codziennych wizyt w pracy, przebiegu zebrań, a po powrocie do domu- relacji z rodziną. Właśnie ze względu na dosyć zwyczajne opisy jego dotychczasowej rutyny, początkowe kilkanaście stron może nie sprawić najlepszego wrażenia.

Akcja po pewnym czasie przyspiesza i pędzi tak aż do samego końca, momentami lekko zwalniając, ale ciągle utrzymuje się na wysokim poziomie. Wyczuwalne napięcie rośnie z każdą chwilą, w szczególności pod koniec. Dzięki narracji pierwszoosobowej utożsamiamy się z Dorianem, wiemy co czuje i co kieruje jego działaniami. Mimo, że kilkakrotnie nie zgadzałam się z jego decyzjami, polubiłam go i starałam się zrozumieć jego motywy działania.

Jak już wspominałam, książka nie ma dużo stron, a przystępny język sprawia, że czyta się ją szybko i przyjemnie. Niestety, po skończeniu miałam wrażenie, że została mi jeszcze co najmniej połowa! Zakończenie jest zdecydowanie niejednoznaczne - daje czytelnikowi możliwość dokończenia powieści we własnej głowie lub wskazuje na powstanie kolejnej części. Z przyjemnością zapoznałabym się z dalszymi losami Doriana, szczególnie po tak dobrej końcówce - pełnej napięcia i zaskakującej.

Jest to powieść, którą polecam, bo pomimo niewielkiej objętości potrafiła wzbudzić we mnie poczucie niepokoju. Jako fanka powieści sensacyjnych, uważam, że jest to pozycja idealna dla osób, które nie chcą czytać długich książek, ale liczą na emocje i przyjemność podczas oddawania się lekturze. Co ważne, po przeczytaniu nie towarzyszyło mi uczucie, że zmarnowałam swój czas. Czerwień obłędu wywarła na mnie pozytywne wrażenie, ale zakończenie, ze względu na jego niejednoznaczność, pozostawiło pewien niedosyt. Mimo to uważam, że było to przyjemne oderwanie od rzeczywistości - szkoda tylko, że takie krótkie!

Moja ocena:
7/10






środa, 2 listopada 2016

RECENZJA: „Świt, który nie nadejdzie” Remigiusz Mróz



Przedwojenna Warszawa stanowiła miejsce piękne, wspaniałe, obfitujące w ogrody, kawiarnie i piękne kamienice. Mały Paryż, bo tak była nazywana przez obcokrajowców, miał również swoje ciemne strony. Grupy przestępcze i gangi, które toczyły ze sobą nieustanne walki o władzę, były nieodłączną częścią stolicy. Wyjątkowa elegancja i styl kryły za sobą dilerów, oszustów, i złodziei. Na tle wydarzeń, rozgrywających się na kartach przedwojennej Warszawy, toczy się historia niejakiego Ernesta Wilmańskiego, którego możecie poznać lepiej, czytając Świt, który nie nadejdzie Remigiusza Mroza.



                                                                                http://czwartastrona.pl/ksiazki/swit-ktory-nie-nadejdzie/


Tytuł: Świt, który nie nadejdzie
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 09.11.2016r.
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał


Były pięściarz, Ernest Wilmański, to człowiek bez przeszłości. Stracił wszystko, co miał do stracenia. W poszukiwaniu nowego życia wyjechał do stolicy, jednak znalazł się  w złym czasie i w złym miejscu. Zanim zaczął rozglądać się za pracą, praca znalazła jego i… nie miała nic wspólnego z uczciwym zarobkiem.
Wilmański wbrew swojej woli został wciągnięty w świat Banników, grupy przestępczej, która swą nazwę zawdzięcza temu, że z przeciwnikami rozprawia się tak, jak robił to słowiański demon – topiąc ich w baniach.
Ernest wspina się po gangsterskiej drabinie, nie spodziewając się, że jedna kobieta może pokrzyżować wszystkie jego plany. Ani że zjawy z przeszłości dopomną się o uwagę…
                                                                                                                       źródło opisu: Czwarta Strona, 2016


 Świt, który nie nadejdzie to powieść napisana w świetny, pochłaniający sposób. Porywa od samego początku i nie pozwala się oderwać choćby na chwilę. 

Zaletą powieści Remigiusza Mroza jest akcja rozpoczynająca się już od pierwszej strony. Tak też wygląda to w tym przypadku. Brak tu zbędnego, ciągnącego się przez dziesiątki stron wstępu, który nie wpływa korzystnie na odczucia czytelnika. Jasno, konkretnie i bez zanudzania. To jest to.

Śledząc losy Wilmańskiego, niejednokrotnie można poczuć dreszczyk emocji. Częste zwroty akcji i zaskakujące zdarzenia stanowią stały punkt tej powieści. Napięcie, budowane z każdym momentem, nie pozwala się oderwać i każe czytać dalej. Niejednokrotnie mówiłam sobie: no dobra, jeszcze jeden rozdział!

Nie ukrywam, że nie raz zostałam zaskoczona rozwojem wypadków. Kiedy już wszystko wskazywało, że zdarzy się to, a nie co innego, wszystko się odwracało. Już po kilku razach wiedziałam, że tu niczego nie można być pewnym :)

To, co ,oprócz historii Ernesta Wilmańskiego, podobało mi się najbardziej, to sposób, w jaki autor przedstawił losy bohaterów na tle przedwojennej Warszawy. Opisy, dotyczące ludności, miejsc i sytuacji panującej w stolicy, sprawiły, że faktycznie czułam, jakbym przeniosła się do czasów XX-lecia międzywojennego. Z łatwością można tu dostrzec, że autor włożył niewątpliwie wiele pracy w to, by zebrać tyle informacji o tamtejszych czasach. Wiele z nich stanowi nieistotny fakt, który nijak wpływa na rozwój akcji. Mimo to należą się słowa uznania za tak szczegółowe przygotowanie informacji, niewątpliwie wpływających na odczucia czytelnika. Pozwalają one bowiem na przeniesienie się kilkadziesiąt lat wstecz i obserwowanie wszystkiego z perspektywy mieszkańca Warszawy. Dodatkowo uroku całej powieści dodają opisy, które dzięki niewielkiej objętości nie nudzą, ale nadają książce niepowtarzalny klimat i dają pewne wyobrażenie tamtejszej rzeczywistości.

Ruch się wzmagał, parę samochodów pomknęło po kostce brukowej, wyprzedzając tramwaje zdążające w obydwu kierunkach. Pośrodku tego wszystkiego znajdował się szeroki chodnik z niewysokimi drzewami. Niespiesznie przechadzający się mieszkańcy sprawiali niemal sielankowe wrażenie i gdy nieświadomy turysta po opuszczeniu dworca poznawał miasto z tej perspektywy, mógł sądzić, że rzeczywiście znalazł się w „Paryżu północy” 

Autor przedstawił realia przedwojennej Warszawy, jej zalety i wady. Naświetlił funkcjonowanie gangów i działanie poza prawem, opierając na tym akcję książki i losy głównego bohatera. Oprócz tego wziął pod uwagę sytuację kobiet po I wojnie światowej, a także kwestie polityczne.

Nie jest to moja pierwsza przeczytana powieść Remigiusza Mroza. I jak zwykle, nie zawiódł mnie. Zaskoczyło mnie to, jak świetna była ta książka. Spodziewałam się czegoś dobrego, a otrzymałam jeszcze więcej. Moim zdaniem, autor świetnie odnalazł się w czasach XX-lecia międzywojennego i udało mu się idealnie połączyć elementy historyczne z wartką akcją i jej zwrotami. Czytałam z przyjemnością, pełna podziwu dla pisarza. Czytając Świt, który nie nadejdzie spotkałam się z niesamowitą precyzją, dotyczącą szczegółów i to chyba stanowi dla mnie najlepszy punkt tej powieści. Zdecydowanie polecam!



 Moja ocena:
☻☻☻☻☻☻☻☻☻☺
9/10






wtorek, 16 sierpnia 2016

RECENZJA: „Niezrównani" Alyson Noël



Konkurs. Sława. Pieniądze. Zdesperowani zawodnicy, gotowi zrobić wszystko, by wygrać.

To właśnie „Niezrównani" - powieść Alyson Noël wydana w maju tego roku.





Tytuł: Niezrównani
Autor: Alyson Noël
Wydawnictwo: Harper Collins Polska
Liczba stron: 336
Data wydania: 18.05.2016r
Kategoria: literatura młodzieżowa


„Hollywood Boulevard najlepiej ogląda się w ciemnych okularach i bez wszelkich nadziei. Jeśli jednak spojrzysz wystarczająco uważnie (i cudem dostaniesz się na listę VIP-ów), zobaczysz oazę najlepszych klubów w mieście - hedonistyczne niebo dla młodych, stylowych i bogatych. Ale wchodząc do tego świata musisz pamiętać, że możesz już nigdy się z niego nie wyrwać.
Trójka kalifornijskich nastolatków wchodzi do kręgu dla wybrańców – nocnego życia elit Los Angeles. Zostają wciągnięci do gry o wysoką stawkę, którą jest gwiazdka Hollywood Madison Brooks. Ryzykowną zabawę w fascynującym świecie intryg i pieniędzy przerywa wstrząsający news – Madison zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach…
Niezrównani to pierwsza część trylogii Beautiful Idols – niezwykłej sagi o rzeczywistości, w której najpiękniejsze sny zmieniają się w najgorsze koszmary."


Nie ukrywam, że opis zdecydowanie zachęcił mnie do przeczytania tej książki. Motyw konkursu pojawia się wprawdzie często w literaturze młodzieżowej, ale zachęcona obietnicą rywalizacji, postanowiłam się z nią zapoznać. Od samego początku lekko przypominała mi „Panikę" i „Startera".

Zarówno początek, jak i spora część powieści niestety nie wywarły na mnie dużego wrażenia. Niewiele się dzieje, natomiast jest tu bardzo dużo odniesień do dzisiejszej kultury. Pojawia się Facebook, Twitter, a także wzmianki o gwiazdach: Michael Jackson, Johny Ramone. Zaginięcie Madison, o którym czytamy w opisie, to sprawa, pojawiająca się dopiero pod koniec książki i to właśnie wtedy robi się ciekawie: akcja przyspiesza, a czytając, można odczuć lekki niepokój.

Ciekawą rzeczą, z którą spotkałam się po raz pierwszy są tytuły piosenek, stanowiące nazwy rozdziałów. Nie zauważyłam jednak związku pomiędzy tytułem , a treścią rozdziału, ale mimo to uważam, że jest to ciekawy pomysł.

Tamtego dnia dokonałeś wyboru. Postanowiłeś działać na własną rękę i naraziłeś się na konsekwencje. Wszystkie nasze działania przynoszą określone konsekwencje.

Trudno jest napisać o tej książce więcej. Autorka wyraźnie chciała trafić do młodych czytelników, używając wielu określeń ze świata internetu i wspominając o trendach i celebrytach, ale było tego, jak dla mnie, trochę za dużo. Jak już wspomniałam, wszystko zaczyna się rozgrywać pod koniec i zatrzymuje się w najbardziej ciekawym momencie, każąc czekać na kolejny tom z serii Beautiful Idols. Właśnie to zakończenie ratuje moją opinię o „Niezrównanych".

Bohaterowie to młode osoby, wkraczające dopiero w dorosłe życie, które raz dają się lubić, a w innej chwili rozczarowują swoim zachowaniem. Każdy z nich ma coś na sumieniu, co nie pozwala zapałać do niego sympatią.

Ta powieść nie była ani dobra, ani zła. Przeczytałam, skończyłam i ... nic. Książka jak książka. Nic wielkiego. Mimo to uważam, ż może się spodobać wielu młodym osobom, właśnie przez nawiązanie do świata współczesnego i przystępny język. Stanowi dobrą pozycję na jeden wieczór :)



Moja ocena:
☻☻☻☻☻☻☺☺☺☺

wtorek, 9 sierpnia 2016

Wolę kochać cię, gdy jesteś na dnie, niż pogardzać tobą, gdy jesteś na szczycie. Recenzja książki „Never Never" Colleen Hoover i Tarryn Fisher

Cześć :)

Dziś przygotowałam dla was recenzję najnowszej książki autorstwa Colleen Hoover i Tarryn Fisher. Never Never jest długo wyczekiwaną historią dwójki młodych ludzi, która z jednej strony porusza, a z drugiej zaskakuje.





Tytuł: Never Never
Autor: Colleen Hoover i Tarryn Fisher
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 383
Data wydania: 03.08.2016r.
Kategoria: Literatura młodzieżowa


Jest to moje pierwsze spotkanie z obiema autorkami. O Colleen Hoover dużo słyszałam, ale jakoś nigdy nie kwapiłam się do przeczytania jej najpopularniejszych książek. Zazwyczaj sięgam po powieści z gatunku fantasy czy science fiction, ale raz na jakiś czas lubię przeczytać coś młodzieżowego. Postanowiłam kupić Never Never  bez uprzedniego kierowania się opiniami, dlatego wkrótce po premierze dołączyła do mojej kolekcji.

„Czasem wspomnienia mogą być gorsze niż zapomnienie. Charlie i Silas są jak czyste karty. Nie wiedzą, kim są, co do siebie czują, skąd pochodzą ani co wydarzyło się wcześniej w ich życiu. Nie znają swojej przeszłości. Pomięte kartki, tajemnicze notatki i fotografie z nieznanych miejsc muszą im pomóc w odkryciu własnej tożsamości.
Ale czy można odbudować uczucia? Czy można chcieć przypomnieć sobie… że ma się krew na rękach? A jeśli prawda jest tak szokująca, że tylko zapomnienie chroni przed szaleństwem? Umysły Silasa i Charlie pełne są mrocznych tajemnic."

Zacznę może od tego, że dostałam coś, czego się nie spodziewałam. Myślałam, że czeka mnie historia przepełniona elementami nastoletniej miłości, a dostałam naprawdę ciekawy i wciągający przebieg wydarzeń.

Całą sytuację poznajemy z punktu widzenia dwójki bohaterów. Rozdziały pisane są naprzemiennie - raz Charlie, a raz Silas. Na początku jesteśmy tak samo zdezorientowani jak oni, nie wiemy nic o ich przeszłości ani aktualnej sytuacji, a nawet nie znamy ich imion. Z czasem dowiadujemy się wszystkiego stopniowo, razem z nimi odkrywamy prawdę dotyczącą ich relacji.

Przeznaczenie to pole magnetyczne przyciągające nasze dusze do pasujących do nas ludzi, miejsc i rzeczy.

Od samego początku polubiłam bohaterów, sam pomysł na książkę również przypadł mi do gustu. Zostałam pozytywnie zaskoczona fabułą. Jak już pisałam, nie spodziewałam się takiego rozwoju akcji. Bywały nawet momenty napięcia, sprawiające, że na chwilę serce biło szybciej. 

Czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie, cala historia naprawdę mnie wciągnęła i nie pozwoliła się oderwać, dopóki nie skończę. Szczerze kibicowałam Charlie i Silasowi w rozwiązaniu tajemnicy utraty pamięci i wyczekiwałam rozwiązania z niepokojem.

Jeżeli chodzi o zakończenie, trudno powiedzieć, że mnie rozczarowało, ale z pewnością nie było to to, czego się spodziewałam. Miałam wrażenie, że autorki mogły wymyślić jakiś ciekawszy sposób na rozwiązanie historii, ale mimo to nie uznaję tego za słaby punkt powieści.

Podsumowując, Never Never przewyższyło moje oczekiwania i sprawiło, że czytając, miło spędziłam czas. Ciekawa historia, młodzi bohaterowie i nastoletnia miłość, która przetrwa nawet utraty pamięci - to wszystko składa się na naprawdę ciekawą powieść, stanowiącą idealną pozycję na lato. Polecam ją szczególnie młodzieży, którą może zaciekawić i umilić letnie wieczory ( lub wieczór ). Lekka, fajna i przyjemna lektura, pozwalająca na chwilę przyjemności i oderwania się od codzienności.


Moja ocena:
☻☻☻☻☻☻☻☻☺☺


wtorek, 26 lipca 2016

RECENZJA: „Cmętarz zwieżąt" Stephen King

Cześć :)

Dzisiaj mam dla was recenzję książki, która wywarła na mnie ogromne wrażenie i sprawiła, że wieczorem bałam się zgasić światło. Mowa tu o Cmętarzu zwieżąt, czyli pierwszej książce Kinga, którą przeczytałam.



Tytuł: Cmętarz zwieżąt
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 424
Data wydania: 12.05.2009 r. (książka napisana w 1983 r.)
Kategoria: horror


O tej książce czytałam wiele pozytywnych opinii. Jako, że lubię pozycje trzymające w napięciu, postanowiłam zapoznać się z tą, która takie wrażenia miała gwarantować.

Rodzina Creedów przeprowadza się do domu, w pobliżu którego znajduje się Cmętarz Zwieżąt. Jest to mroczne miejsce, gdzie zachodzą niewytłumaczalne zjawiska. Zwierzęta tam pochowane powstają z martwych, ale nie takie jak dawniej. Są nieco odmienione, a ich zachowanie staje się nienaturalne.

Książka od samego początku trzyma w napięciu. Czyta się szybko i płynnie, a strony lecą w zastraszającym tempie.

Wcześniej nie czytałam książek tego typu i zastanawiałam się, jak można się bać, czytając? A jednak można. I to jak! Cały czas odczuwałam lekkie napięcie, ale bywały momenty, kiedy po prostu się bałam. Musiałam robić przerwy, by chwilę odetchnąć. Wielokrotnie otwierałam usta ze zdziwienia i szoku, którego doznawałam, poznając decyzje niektórych bohaterów.

Myślę, że napięcie w tej książce jest budowane w fantastyczny sposób, nie ma chwili znudzenia, ale za to są momenty wywołujące gęsią skórkę, a to z pewnością dostarcza czytelnikowi niesamowitych emocji.

Jestem pod wrażeniem tego, w jaki sposób przeżywałam wszystko wraz z bohaterami, miałam nadzieję, że ktoś czegoś nie zrobi, a ktoś inny zdąży go powstrzymać. Nie mogłam się oderwać, chcąc poznać dalsze losy rodziny Creedów i ich przyjaciela Juda.

Oprócz fantastycznej historii, możemy tu zobaczyć, jak dobrze Stephen King ukazał ludzkie słabości. Bezradność wobec śmierci jest naszą częścią i nawet gdybyśmy bardzo tego chcieli, nie da się odwrócić biegu wydarzeń. Człowiek wobec śmierci jest słaby i bezbronny, nie może jej oszukać i przewyższyć. Widzimy tu, jak pod wpływem jednego miejsca  i wydarzenia psychika ludzka może ulec przemianie i doprowadzić do popełnienia czynów, jakie nie powinny mieć miejsca na co dzień.

Podsumowując, trudno jest napisać tu coś więcej. Ta książka była po prostu fantastyczna, mocno mnie poruszyła i wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Jestem skłonna powiedzieć, że to druga najlepsza książka, jaką czytałam w życiu. Nie brakowało jej niczego. Była świetna fabuła, napięcie i groza. Czytając, naprawdę się bałam, czułam narastający strach z każdym kolejnym słowem i właśnie za to cenię tę powieść. Była po prostu genialna, polecam każdemu fanowi tego gatunku.

Moja ocena:
☻☻☻☻☻☻☻☻☻☺

 Pamiętajcie, że do 2 sierpnia możecie wziąć udział w konkursie: http://thebookhothead.blogspot.com/2016/07/ewa-baranska-z-kim-pacza-gwiazdy.html