piątek, 15 lipca 2016

RECENZJA: „Futu.re" Dmitry Glukhovski


 Mówię to jemu i mówię tobie: śmierć jest nam potrzebna! Nie powinniśmy żyć wiecznie! Nie takimi nas stworzono! Jesteśmy zbyt głupi na wieczność. Zbyt egoistyczni. Zbyt zadufani w sobie. Nie jesteśmy gotowi na życie bez końca. Potrzebujemy śmierci, Jacob. Bez śmierci nie potrafimy żyć.

Dziś przygotowałam dla was recenzję powieści Dmitra Glukhovskiego, o której w 2015 roku było głośno. Mowa tu oczywiście o FUTU.RE, nie takiej pięknej wizji przyszłości według rosyjskiego autora, rozpoznawanego przede wszystkim dzięki książce „Metro 2033" i jego kontynuacjach.




Tytuł: Futu.re
Autor: Dmitry Glukhovski
Wydawnictwo: Insignis
Liczba stron: 640
Data wydania: 04.03.2015 r.
Kategoria: fantasy, science fiction


Pierwsze, co przykuło moją uwagę, to okładka. Jest w niej coś takiego, co sprawiło, że miałam wielką ochotę ją przeczytać. I nie żałuję.

Było to moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Nigdy nie czytałam Metra 2033, pomimo wielu pozytywnych opinii, jakoś nigdy nie mogłam się do tego zabrać. Gdy składałam zamówienie w księgarni internetowej, wiedziałam, że chcę przeczytać książkę przedstawiającą wizję przyszłości. Wybór padł na tą właśnie powieść, bo cieszyła się wysokim zainteresowaniem i zbierała naprawdę dobre opinie. No a poza tym, ta okładka!




Dodatkowo w środku znajdziemy trzy przerywniki w postaci ilustracji, przedstawiających wydarzenia z książki, są one do pobrania na oficjalnej stronie: http://www.futu.re/


















Świat, jaki przedstawia nam Dmitry Glukhovski jest, wydawałoby się, idealny. Wynaleziono substancję, która zapewnia nieśmiertelność i pozwala cieszyć się wiecznie młodym wyglądem. Na kuli ziemskiej panuje ogromne przeludnienie, znajduje się na niej prawie bilion ludzi, z czego około 120 miliardów w Europie. Jan jest jednym z Nieśmiertelnych, wraz ze swoimi towarzyszami przeprowadza akcje mające na celu odnajdywanie rodzin, które nie zarejestrowały ciąży. Gdy ktoś decyduje się na założenie rodziny, musi podjąć bardzo trudną decyzję. Panuje zasada jeden za jeden, czyli jeżeli ma się urodzić dziecko, któryś z rodziców musi dostać zastrzyk starości, po którym umiera w ciągu dziesięciu lat. W przeciwnym razie, gdy oszustwo zostanie wykryte, potomek jest zabierany do internatu, a zastrzyk wykonany na miejscu. Życie Jana nieco się komplikuje po tym, jak dostaje zadanie specjalne od senatora Schreyera...

Europa. Olbrzymie gigalopolis, miażdżące swoim ciężarem pół kontynentu, depczące ziemię i podpierające niebiosa.

O świecie, który przedstawia nam autor dowiadujemy się coraz więcej z każdą kolejną stroną. Parki wodne, ogromne stacje kolejowe, wieżowce sięgające chmur. To wszystko wydaje się odległe, nie dotyczące naszych czasów, a mimo to, czytając ma się wrażenie, że jest to opis naszej teraźniejszości.


W moim odczuciu akcja tej książki nie pędzi zaciekle do przodu, ale i nie stoi w miejscu. Mamy tu dużo opisów, pomagających zrozumieć, jak funkcjonuje tamtejszy świat. Tutaj nie ma chili prywatności, nikt nie wstydzi się swojego ciała, ludzie zażywają antydepresanty i pigułki szczęścia. Są nieśmiertelni, co sprawia, że stawiają się wyżej od Boga, już dawno zapomnieli o modlitwie, a kościoły przekształcili w domy publiczne. Gdy patrzą w górę, widzą sztuczne niebo, jedynie iluzję, na to prawdziwe stać tylko najbogatszych, którzy mogą spoglądać na nie z dachów swoich apartamentowców. Wszystko to wydaje się dosyć przerażające, jednak oni uważają, że doszli do perfekcji.


Rywalizacja z Bogiem straciła już sens, bo dawno się z nim zrównaliśmy. Kiedyś wieczny był tylko on, teraz - każdy. Zawędrowaliśmy nawet do nieba, ponieważ bogiem jest teraz każdy z nas, ponieważ teraz słusznie się nam ono należy. Boga nie trzeba było nawet obalać - uciekł sam, w kobiecym przebraniu i zgoliwszy brodę, a teraz błąka się gdzieś pośród nas, mieszkając w kubiku dwa na dwa na dwa i łykając na śniadanie antydepresanty.

Mamy tu do czynienia z narracją pierwszoosobową. Znamy uczucia i emocje towarzyszące Janowi, ale także dowiadujemy się dużo o jego przeszłości w osobnych rozdziałach. Wydaje się, że on jako jeden z niewielu dostrzega luki w utopijnym systemie funkcjonowania Europy. Z początku ma taki sam stosunek do nieśmiertelności, jak reszta społeczeństwa, ale z czasem obserwujemy jak jego poglądy się zmieniają, jak przechodzi wewnętrzną przemianę. Jak dla mnie stanowi to jeden z najlepszych elementów tej powieści.

Jak już wspomniałam, akcja nie toczy się w zawrotnym tempie, co wskazywałoby na to, że Futu.re nie czyta się jednym tchem. A jednak. Jest w niej coś takiego, co nie pozwala się oderwać, coś, co każe pozostać przy lekturze i poznać cały ten świat jeszcze lepiej.

 Pod moimi nogami naprawdę ściele się trawa, miękka, soczysta, prawie jak żywa - ale jest niezniszczalna, absolutnie niewrażliwa na deptanie, nie potrzebuje wody ani słońca i do tego nie brudzi ubrania. We wszystkim jest lepsza od prawdziwej, może oprócz tego, że jest nieprawdziwa.

Spotkamy się tu również z brutalnością, ale autor naświetla ją w taki sposób, że skłania to do przemyśleń, że sprawia wrażenie, jakby mogło to dotyczyć każdego z nas. Akty przemocy pojawiają się tu dosyć często, lecz nie na tyle, by zniechęcić czytelnika.

Książka - wydawałoby się - zwykła. Opowieść o przyszłości, gdzie ludzie mają wszystkiego pod dostatkiem. Nowe technologie. Jednak, jak już pisałam, jest w niej coś wyjątkowego. Czytając, zdajemy sobie sprawę, że to, co dzieje się tam, dotyczy nas wszystkich tutaj.


 - Otóż to! Życie! Życie, rozumiesz? A nie wegetacja. Lepiej jest potrzeć zapałkę i spłonąć, ale za to coś poczuć!

To, co zachwyciło najbardziej, to podłoże psychologiczne tej książki. Problemy ludzkości wplecione w futurystyczne tło. Ale przede wszystkim przemiana, jaka dokonuje się  Janie, to jak z czasem zdaje sobie sprawę z tego, że świat zmierza w złym kierunku. Z pewnością mogę powiedzieć, że dla słów, które wypowiada na końcu, warto było przeczytać całą książkę. Jego końcowa wypowiedź stanowi fantastyczne podsumowanie całej powieści i to ona sprawiła, że w moich oczach pojawiły się łzy wzruszenia.

Powiem tylko tyle - POLECAM. Polecam każdemu, kto chce przeżyć coś niezwykłego. Skończyłam z uczuciem pustki, z jednej strony cieszyłam się, że dotarłam do końca, a z drugiej - pragnęłam dalej pogrążać się w lekturze.Z czystym sercem mogę przyznać, że była to jedna z najlepszych książek, jakie w życiu czytałam. Przekazuje wartości  fantastyczny sposób, skłaniając do refleksji.

Moja ocena:
 ☻☻☻☻☻☻☻☻☻☺

środa, 13 lipca 2016

RECENZJA: „Bohaterowie umierają" Matthew Woodring Stover

Cześć :) 

Tym razem przygotowałam dla was recenzję czegoś mocniejszego, czegoś, co nie spodoba się każdemu ze względu na brutalność, bezpośredniość i mocny język. „Bohaterowie umierają" to pierwszy tom Aktów Caine'a. To, jak ta książka znalazła się na mojej półce, stanowi dosyć ciekawą historię. Rok temu zakupiłam w Carrefourze tom drugi za 4,99. Części pierwszej szukałam we wszystkich księgarniach, ale nie dostałam nigdzie. Okazało się, że zaprzestano druku już jakiś czas temu. Mimo to poszperałam w internecie i udało mi się ją kupić za niecałe 15 zł.





Tytuł: Bohaterowie umierają
Autor: Matthew Woodring Stover
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 670
Data wydania: 07. 2009 r.
Kategoria: fantasy, science fiction


W świecie, w  którym żyje Hari Michaelson, ludzie dostarczają sobie rozrywki, poprzez oglądanie przygód. On sam jest aktorem, który im to umożliwia. Jest jednym z tych, którzy poprzez transfer przenoszą się do świata Ankhany, równoległej rzeczywistości, gdzie biorą udział w różnych wydarzeniach. Im bardziej są one niebezpieczne, tym lepiej, bo więcej ludzi będzie chciało to oglądać. W Nadświecie Hari wciela się w rolę Caine'a, bezwzględnego i doświadczonego zabójcy. Robi to od lat, jest jednym z najsławniejszych i najlepiej zarabiających aktorów. Wszystko zaczyna się komplikować, gdy jego żona nieświadomie znajduje się w niebezpieczeństwie. Aby ją uratować, Hari ponownie musi wrócić do Ankhany pod pretekstem wypełnienia założeń nowej przygody, którą na żywo będą oglądać miliony.

Rozpoczynając lekturę, nie miałam większych wymagań co do tej książki. Chciałam ją przeczytać i tyle, zobaczyć, czy może mnie czymś zaskoczyć. Jak często bywa w literaturze fantasy, z początku trudno jest wszystko zrozumieć i zapamiętać, tak jest również i w tym przypadku. Jednak szybko da się zorientować w całej sytuacji i czytać bez konieczności robienia przerw i zastanawiania się, kto jest kim. 

Pan Stover stworzył świat, z jakim nie przyszło mi się spotkać jeszcze nigdy. Transfery i przejścia do równoległych światów są często wykorzystywanym motywem, ale zatrudnianie do tego specjalnych aktorów i tworzenie z tego coś w stylu filmów, które da się przeżywać jakby własnymi oczami, jest nowym pomysłem, który przypadł mi do gustu.

Jeżeli chodzi o akcję, przyspiesza ona stopniowo, z każdą stroną, czasem zwalnia, jednak stale utrzymuje się na podobnym poziomie, a na samym końcu niesamowicie przyspiesza. Czytając, ani razu nie czułam znudzenia, nie brnęłam przez strony na siłę, żeby przetrwać i dotrzeć do ciekawszego momentu.

Autor świetnie wykreował postać zarówno Hari'ego, jak i jego ankhańskiego odpowiednika - Caine'a. Jest człowiekiem, który mierzy się z wieloma problemami. Musi pokonać samego siebie, swoje słabości, doprowadzić swoje ciało do granic możliwości, bo wie, że nie może odpuścić.

Mamy tu do czynienia z mocnym językiem, bohaterowie mają swoje ulubione wyrażenia, służące do ukazywania niezadowolenia, niektóre z nich są nawet nieco zabawne. Moim zdaniem, przekleństw jest trochę za dużo, ale nie wpływa to tak bardzo na komfort czytania. 

Pisząc o tej książce, trudno nie wspomnieć o brutalności, która wyrażana jest w bezpośredni sposób. Nie ma owijania w bawełnę, wnętrzności? Nieee. Flaki! Oprócz tego spotykamy tu przeróżne metody tortur.

Dużą rolę, a szczególnie na końcu, odgrywa tu magia, opierająca się na Przepływie. Niektórzy z bohaterów potrafią używać czarów, które niejednokrotnie ratują im życie. Ale są sposoby by ją powstrzymać. Nie można użyć jej, przebywając w specjalnych budynkach, hamujących przepływ mocy, jednym z nich jest właśnie ten, w którym dokonuje się wszelkiego rodzaju tortur.

Nie mogę powiedzieć, że książkę przeczytałam jednym tchem, ale również się z nią nie męczyłam. Cieszę się, że akurat tego dnia przypadkowo kupiłam drugą część, by móc poznać historię pierwszej. Nadmierna przemoc i brutalność wcale mnie nie zniechęcają, są znakiem szczególnym tej książki, czymś, bez czego nie byłaby już taka sama. Polecam ją szczególnie fanom fantasy i science fiction, ale i każdemu, kto ma ochotę na coś mocniejszego. Jestem pewna, że już wkrótce będę kontynuować moją przygodę z Cainem.





Moja ocena:
 ☻☻☻☻☻☻☻☻☺☺



niedziela, 10 lipca 2016

RECENZJA: „Więzień labiryntu" James Dashner

Cześć :)

Z racji, że bardzo lubię czytać powieści fantasy i science fiction, postanowiłam zabrać się za „Więźnia labiryntu" Jamesa Dashnera, czyli popularną już ,wśród młodzieży i nie tylko, książkę, stawianą na równi z „Igrzyskami śmierci" czy „Niezgodną". Film o tym tytule obejrzałam niedługo po premierze, ale nigdy nie garnęłam się do poznania oryginalnej historii. Niedawno jednak nadarzyła się okazja: dzięki poleceniu mojej koleżanki, w końcu postanowiłam przeczytać ten słynny bestseller.



Tytuł: Więzień labiryntu
Autor: James Dashner
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczba stron: 424
Data wydania: 12.09.2014r.
Kategoria: fantasy, science fiction


Rozpoczynając lekturę, od samego początku jesteśmy, tak samo jak Thomas, nieco zdezorientowani. Razem z nim pojawiamy się w nieznanym miejscu, wśród nieznanych ludzi, pamiętając jedynie swoje imię, nic więcej. Wraz z głównym bohaterem z czasem dowiadujemy się coraz więcej o tajemniczym labiryncie, który, wydawałoby się, jest bardzo dobrze znany streferom, a w szczególności zwiadowcom, którzy codziennie wyruszają w jego głąb, by badać rozmieszczenie ścian i szukać wyjścia. Nie jest to łatwe zadanie, albowiem każdego dnia, po zamknięciu wrót, labirynt się zmienia. Myślę, że każdy z was zna dobrze tę historię. Po przybyciu Thomasa wszystko się zmienia, a on sam pragnie odnaleźć wyjście.

Sam początek historii niestety niezbyt mnie wciągnął. Całe to poznawanie labiryntu, zasad funkcjonowania streferów i ich własnego języka było trochę męczące i nużące. Myślę, że mogło to być spowodowane tym, że  pewnym sensie wiedziałam już co się wydarzy. Mimo to dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, o których nawet w ekranizacji nie wspomniano.

Czytając o nowych postaciach, od razu kojarzyłam je z tymi filmowymi, pojawiały się jednak też takie, których wcześniej nie znałam i trochę trudno było mi je zapamiętać. Ogółem, jest po prostu kilka takich bohaterów, którzy na początku mogą się mylić i nie zapadać w pamięć.

Pierwszą połowę książki zaliczyłabym raczej do tych mniej ciekawych, autor poświęcił ją na zapoznanie nas z całym otoczeniem. Miało tu miejsce kilka znaczących wydarzeń, jednak nie były one na tyle szokujące, że zapierały dech w piersi.

Natomiast druga połowa zdecydowanie jest warta uwagi. Tutaj wydarzenia z filmu zdecydowanie odbiegają od tych książkowych. Czytałam z zaciekawieniem, nie mogłam się oderwać, może właśnie dlatego, że nie spodziewałam się takiego przebiegu akcji. Każdy rozdział kończy się w tak ciekawie, że aż trudno nie czytać dalej.

Z każdą kolejną stroną odkrywałam, jak bardzo książka różni się od filmu, o ile jest od niej lepsza. Ekranizacja zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie, ale to co przeczytałam było jeszcze lepsze. Czasem byłam w wielkim szoku, odkrywając, co dzieje się z poszczególnymi bohaterami, jakie są ich historie, ale przede wszystkim zaskoczył mnie przebieg fabuły. Było to coś, czego się nie spodziewałam.

„Więzień labiryntu" jest pełen akcji, ale mimo to zdarzały się momenty, w których nie działo się za wiele. Niestety, czasem czytałam po prostu po to, żeby ,,przetrwać" i przejść do ciekawszego momentu.

Podsumowując, książka podobała mi się, ale nie na tyle, żeby mnie zachwycić. Czuję lekki niedosyt, bo spodziewałam się czegoś lepszego, żywszego, szczególnie w pierwszej połowie. Mimo to uważam, że była to całkiem przyjemna lektura. Czytało się lekko i przyjemnie, a te 400 stron zleciało w mgnieniu oka. Z pewnością zadowoli fanów literatury młodzieżowej i fantasy.

 Moja ocena:

☻☻☻☻☻☻☻☺☺☺


piątek, 8 lipca 2016

Co do mnie ostatnio przybyło, czyli mini book haul

Cześć :)

Jako, że w wakacje wyznaczyłam sobie pokaźny cel poczyniłam również małe zakupy, które przyczynią się do jego zrealizowania :)

Kupiłam tylko (a może aż?) cztery książki, z czego jedna stanowi spontaniczny zakup pod wpływem okazji :)

Mój regał powiększył się o:

Starcie królów George'a R. R. Martina







Północ i Południe Elizabeth Gaskell


Za tę książkę zapłaciłam w Biedronce 12,99 :)


Bastion Stephena Kinga



Futu.re Dmitra Glukhovskiego



A tak prezentuje się mój mały stosik



Niby niewielkie zakupy, ale jak cieszą :) A wy co kupiliście ostatnimi czasy ?

środa, 6 lipca 2016

Bez paniki, to tylko książka, czyli recenzja „Paniki" Lauren Oliver



 Cześć :)

Przed wakacjami sporządziłam listę książek, które planuję przeczytać w wakacje. Nie wytrwałam jednak długo w moich postanowieniach i wstrzymałam się z realizowaniem postanowień. A wszystko to przez „Panikę" autorstwa Lauren Oliver, która wpadła w moje ręce. Zachęcona pozytywnymi opiniami, postanowiłam zapoznać się z losami bohaterów.





Tytuł: Panika
Autor: Lauren Oliver
Liczba stron: 360
Data wydania: 02.02.2016r.
Kategoria: Literatura młodzieżowa


Czytając „Panikę", poznajemy kilkoro młodych ludzi, w szczególności Heather i Dodge'a, z których perspektywy opisywane są wydarzenia. Młodzi rywalizują w grze zwanej Paniką, w której wypełniają bardzo (nawet śmiertelnie) niebezpieczne zadania. Robią to z własnej woli, po to, aby wygrać sporą sumę pieniędzy, która umożliwiłaby im życie w lepszych warunkach. Uczestnicy gry muszą wychodzić poza własną strefę bezpieczeństwa i stawiać czoła własnym lękom. Wkrótce wielu z nich odpadnie, bo zwycięzca może być tylko jeden...

Akcja książki rozgrywa się praktycznie w jednym miejscu, nie ma tu również wybitnej galerii postaci. Jest ich tylko tyle, ile wymaga fabuła. Nie ma tu niepotrzebnych bohaterów, którzy nic nie wnoszą do przebiegu akcji. Brak tu również opisów, od samego początku dostajemy szybki bieg wydarzeń, bez zbędnych elementów i właśnie to sprawia, że książkę czyta się niesamowicie szybko.

Autorka już od pierwszych stron wprowadza napięcie, które momentami rośnie, a innym razem nieco maleje. Jednak nigdy nie znika całkowicie. Nie wszystko opiera się tu na samej grze. Znajdziemy tu również elementy miłosne, poznamy historie i emocje, które targają bohaterami i mają duży wpływ na ich działania.

Szczerze przyznam, że mimo, iż ta książka mnie nie powaliła, przeczytałam ją jednym tchem, w ciągu doby. Między stronami cały czas przewijał się lekki dreszczyk emocji, który utrzymywał się przez większą część opowieści. Niejeden raz przerywałam, będąc zszokowana tym, co się właśnie wydarzyło.

Jest jednak jedna sprawa, która nie za bardzo przypadła do gustu, a dokładnie kwestia alkoholu i papierosów, która wiecznie przewija się wśród wydarzeń. Nie jest to bardzo rażące, ale zdecydowanie zbyt zauważalne i -moim zdaniem- zbyt częste. Może autorka właśnie tym chciała podkreślić warunki, w jakich żyją postaci.

Podsumowując, uważam, że ta książka z pewnością jest warta przeczytania. Stanowi ciekawą propozycję dla młodzieży. Czytałam z przyjemnością i nie rozczarowałam się, mimo że nie była to najlepsza pozycja tego typu, jaką czytałam. Polecam :)

Moja ocena:
☻☻☻☻☻☻☻☺☺☺

niedziela, 3 lipca 2016

Lista moich ulubionych kanałów książkowych na YouTube

Cześć!
Dzisiaj chciałabym przedstawić wam krótką listę moich ulubionych książkowych kanałów na YouTube. Lubię oglądać te booktuberki, bo dzięki nim odnajduję wiele książek i inspiracji. Jeżeli jeszcze o nich nie słyszeliście, koniecznie zajrzyjcie na ich kanały ( i blogi ) :)

1. Życie między wierszami 

 https://www.youtube.com/channel/UCyFfmsslV_3ALwMGrUYfYAg

 http://zycie-miedzy-wierszami.blogspot.com/





2. Abigail Jailette

 https://www.youtube.com/channel/UCmmvVxGexYpr3bPD0HAWC_w

 http://alone-with-books.blogspot.com/

 





3. Maja K.

 https://www.youtube.com/channel/UCq-pC2QWnRpN-1VjGiZ5Rjw





4. Martha Oakiss

 https://www.youtube.com/channel/UCpNNg6tCR84Y-FxygvhfjsQ

 http://secret-books.blogspot.com/



piątek, 1 lipca 2016

Coś w sam raz na wakacyjne dni. Recenzja książki „Bogowie i wojownicy"

Cześć :)
Dzisiaj przygotowałam dla was krótką recenzję książki, która już dawno temu trafiła w moje ręce w postaci prezentu urodzinowego. Dużo czasu zajęło mi zabranie się za nią, ale w końcu się udało. A mowa tu o „Bogowie i wojownicy" autorstwa Michelle Paver.

Po skończeniu obszernej powieści miałam ochotę na coś lekkiego, ale zarazem ciekawego i wciągającego. Wybór padł na tą książkę właśnie ze względu na to, że leżała na mojej już od dłuższego czasu, i nie jest duża objętościowo.



Tytuł: Bogowie i wojownicy
Autor: Michelle Paver
Liczba stron: 312
Data wydania: 17.07.2013r.
Gatunek: fantasy

 „Dwunastoletni Hylas jest Osobnym - wykluczonym ze swojej społeczności. Mało komu ufa, nie cofa się przed kłamstwami i kradzieżą. Ścigają go wojownicy zwani Krukami. To przez nich ucieka jego młodsza siostra. Chłopiec nie ma pojęcia, co się z nią dzieje, ale wie jedno: za wszelką cenę musi ją odnaleźć. Decyduje się wypłynąć na morze, cudem unika śmierci i trafia na niezwykłą wyspę. Tam spotyka Pirrę - córkę despotycznej kapłanki, swoją rówieśniczkę, która również znalazła się tam przypadkowo. Różni ich niemal wszystko, muszą jednak wspólnie zmierzyć się z potęgą przyrody, gniewem bogów, wielką polityką - a także z własnymi słabościami i sobą nawzajem. Pomaga im w tym dobry duch... A właściwie Duch."

Zdecydowałam się zamieścić tu opis znajdujący się na tylnej okładce, ponieważ bardzo dobrze oddaje on treść książki.

Już od pierwszych stron stopniowo budowane jest napięcie, a autorka od razu przechodzi do konkretów. Brak tu zbędnych opisów i niepotrzebnego przedłużania. Cały czas się coś dzieje i może właśnie to sprawia, że książkę czyta się po prostu szybko i z przyjemnością.

Hylas swoją postawą wzbudza sympatię czytelnika, jest bohaterem, który od samego początku wydaje się postępować słusznie. Natomiast jego towarzyszka -Pirra- z początku sprawia wrażenie nieprzyjemnej, lecz  po chwili przekonujemy się o jej dobrych zamiarach. Dzieciom pomaga delfin - Duch - który „zaprzyjaźnia się" z chłopcem.

Książkę zdecydowanie czyta się jednym tchem. Jest podzielona na rozdziały, ale po zakończeniu jednego z nich od razu trzeba przeczytać kolejny. Jak już pisałam, nie ma momentów, w których akcja zdecydowanie zwalnia. Wydawać by się mogło, że 312 stron nie stanowi dużej ilości - i faktycznie tak jest, ale za to dostajemy szybki rozwój wydarzeń.

„Bogowie i wojownicy" to z pewnością nie książka, która zachwyca. Z łatwością można przewidzieć zakończenie, ale mimo to oceniam ją bardzo pozytywnie. Stanowi idealną propozycję na lato lub po prostu na odpoczynek od czegoś poważniejszego. Mimo, że mnie nie oczarowała, uważam, że jest napisana naprawdę dobrze i mam nadzieję, że będzie mi dane przeczytać kiedyś tom drugi.

Moja ocena:

☻☻☻☻☻☻☺☺☺☺